|
Burzenie tworzenie istnienie
sobota, 14 stycznia 2012
Nowobudowa
Niewiele rzeczy powinno mnie dziwić a jednak świat ciągle zaskakuje. Wystarczyło przez ponad miesiąc nie pojawiać się wirtualnie w różnych miejscach, nie odpisać na smsy zawierające tylko jedną, góra dwie emotikony, nie odebrać jednego czy dwóch telefonów i już umarłeś. Nie jesteś w trybie "on line" - nie istniejesz. Grób pewnie gdzieś jest, zapali się wirtualną świeczkę i można dalej szaleć. To nic że poza wirtualnym światem jest jeszcze realny, kto by się tam trudził i szukał Twojego adresu, jednak spróbował się z Tobą spotkać w świecie realnym... za dużo zachodu w obecnych czasach. Umarłeś i tyle, pies z kulawą noga się nie obejrzy. Wirtualny znicz się zapali - 'odhaczone'. Taka niewielka przerwa w aktywności, ucieczka od świata zweryfikowała zawarte dotychczas znajomości. Stojąc w ukryciu widać czy ktoś zauważył Twoją nieobecność i zależy mu na utrzymaniu kontaktu czy też nie. Nie jest łatwo zderzyć się z brutalną rzeczywistością ale lepsze to niż życie w kłamstwie, gdzie jak się okazuję byłeś kwiatkiem do kożucha. I prawdą się okazało ludowe porzekadło że "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Czyli jest jeszcze nadzieja.
Czas na odbudowę. Re-konstrukcJA.
piątek, 16 grudnia 2011
Harmonie Werckmeistera
Za kilkanaście godzin rozmowa roczna. Podsumowanie mojej bytności u chlebodawcy. Jak będzie? Nie wiem. Błędów staram się nie popełniać ale przez to cierpi moja korpo-produktywność. Mam wrażenie że bardziej liczą się liczby niż jakość i tutaj mogę mieć słabsze oceny. No cóż... w wykreowanym wyścigu szczurów nie biorę udziału. Nie kręcę bicza na samego siebie. Nie wiem co powiedzieć... że jestem zmęczony? Że wypaliłem się... przecież nie powinno się łączyć życia zawodowego i prywatnego. Za kilkanaście godzin się dowiem.
Tupnąłem nogą. W przenośni, nie dosłownie. Kilka osób zareagowało ale postanowiłem zastosować ich metodę reagowania - czyli bez odpowiedzi, bez reakcji na napisany zdawkowo sms, bez odebrania telefonu. Zawiesiłem posiadane profile, nie pojawiam się na komunikatorze internetowym. Jak śpiewała Kora: "Nowy rodzaj buntu - totalne milczenie". Skoro inni są dla mnie nieosiągalni, to i ja będę taki dla nich. Nie odwróciłem się od niektórych ludzi, po prostu zacząłem traktować ich tak jak oni do tej pory mnie traktowali (jak kwiatek u kożucha). Na wspólnych spotkaniach można było usłyszeć o ich planach, marzeniach, projektach jakie właśnie realizują. Tylko żadnemu nie przyszło do głowy spytać czy u mnie wszystko w porządku... Nie żebym wymagał od nich specjalnej troski, ale choćby odrobiny zainteresowania a nie tylko okazji do pochwalenia się sobą. Nie jestem spowiednikiem który wysłucha a na koniec rozgrzeszy i pobłogosławi. Rozmowa ma to do siebie że dwie strony prowadzą dialog, a nie tylko jedna do drugiej monolog Nie mam ochoty słuchania tego samego non stop, czytania gdzie się kto nie odznaczył i co "fenomenalnego" w danej chwili robi.
Czas zacząć życie na nowo (o ile jeszcze życie we mnie istnieje). Mój stan na ten moment da się opisać fragmentem z filmu "Harmonie Werckmeistera": "cisza spokój i bezgraniczna cisza". Na razie jałowy jak kilkuletni ugór staram się w sobie wzbudzić na nowo radość. Może przed śmiercią wykiełkuje?
niedziela, 20 listopada 2011
Ciche bogactwo
Pewnego dnia postanowiłem że pewnego dnia zamilknę. Ot tak, jakbym nagle zapomniał języka, przestał mówić. Po prostu chciałem na moment zobaczyć czy cokolwiek jeszcze znaczę dla innych, czy jeszcze jestem kimś dla nich. I tak przez tydzień, dwa, kolejne miesiące. Komunikaty ograniczone do minimum - tylko dla podtrzymania informacji że podstawowe czynności życiowe jeszcze mają miejsce. Okazało się że niewiele osób zauważyło to brak mojej obecności w przestrzeni. Życie jak gdyby nigdy nic toczy się dalej beze mnie. Czasami pojawiały się zdawkowe komunikaty, czasami wyrzuty "że się nie odzywam". O tyle śmieszne że to zazwyczaj ja inicjowałem kontakt. Dowiadywałem się np że znajomi robili fajną domową imprezę i żałują że mnie na niej nie było. No szkoda żebym był skoro dowiedziałem się o niej post factum. Niby głupota - ale jednak daje do myślenia. Żyję sobie po swojemu, nie obwieszczam światu swojego istnienia oraz tego co, gdzie i z kim aktualnie robię (niektórym takie deklarowanie chyba weszło w nałóg). Czasami lepiej nic nie mówić jak się nie ma nic ciekawego do powiedzenia. To od jakiegoś czasu dewiza którą się kieruje. Nie muszę opowiadać o tym co mnie trapi, o swoich problemach. Żyję z nimi, razem wstajemy i razem kładziemy się spać - taka symbioza. Czy żałuję swego kroku? Nie. Pokazało mi to pewne relacje w lepszym kontraście, uświadomiło kilka rzeczy.
Jeśli mowa jest srebrem to powinienem być bardzo bogaty, bo złoto teraz w cenie.
poniedziałek, 18 lipca 2011
Wyciszenie
Ostatnio stałem się dosyć drażliwy. Wiele rzeczy mniejszych i większych potrafi zepsuć samopoczucie na wiele godzin czy też nawet dni. Po pierwsze współlokatorzy których z każydm dniem mam coraz bardziej dosyć. Ich niechlujstwo i niesprzątanie (roztarcie tłuszczu na kuchence, czy zbieranie ręką okuchów z blatu sprzątaniem nazwać nie można) rozkłada mnie na łopatki. Podejrzewam że jakby nie moja desperacja to wkrótce człowiek przylepiłby się do podłogi. Całe szczęście że żadna zwierzyna nie zadomowiła się. Kolejna sprawa która ostatnio wyprowadziła mnie z równowagi to usilne namawianie bym na facebooku kliknął opcję "Lubię to" pod jedną ze stron stworzoną przez znajomą. Nie interesuje mnie ta jej inicjatywa, nie udzielam się tam, jest mi to obojętne więc postanowiłem nie podpisywać się pod tym. I dostało mi się w rozmowie że jestem "pieprzonym egoistą" który nie popiera jej idei (bo nie chce "polubić" jej strony). A ja po prostu staram się być konsekwentny w swoich postanowieniach. Jeśli z czymś się nie identyfikuje to nie będę się pod tym podpisywał. Nie znoszę jak ktoś na siłę wywiera na mnie presje w celu akceptacji czyichś wymysłów i jako agrument podaje znajomość.
Odsunąłem się nieco od różnych towarzyskich aktywności. Czasami wystarczy nie pisać przez tydzień i poobserować czy to coś zmienia. Po dłuższej ciszy widzę że niewiele. Jak nie napiszesz - to nie pamiętają, nie napiszą sami z siebie chyba że akurat czegoś trzeba. Czasami spojawią się wyrzuty że nie bywam, nie piszę, nie dzwonię. No cóż... jak nie mam nic ciekawego do powiedzenia to nie mówię. Szkoda i kilobajtów, i realnej przestrzeni by zaśmiecaą ją niepotrzebnymi słowami. Nie bywam - bo jak mam bywać jeśli się nie dostaje zaproszenia. W serwisach społecznościowych prywatność stałą się jawna. Publiczne deklarowanie gdzie się akutar człowiek znajduje przybiera coraz bardziej monstrualne formy. Czekać tylko aż osoby zaczną się publicznie oznaczać "jestem w łazience", "jestem w salonie", "jestem w garażu". Bombardowanie idiotycznymi komunikatami po prostu mnie dobija. Najlepszym określeniem mojego obecnego stosunku do świata i ludzi jest tytuł jednej z piosenek zespołu HEY: Cisza, ja i czas.
niedziela, 26 czerwca 2011
Pomnikowy zawód
Niby człowiek już tyle przeżył i na pewne rzeczy powinien się uodpornić, a jednak życie ciągle zaskakuje. Piszesz z kimś długi czas i proponujesz dewirtualizację znajomości i nawet niby się udaje. Niby bo jak pokazuje praktyka można stać nawet i trzy kwadranse niespotkawszy się. No cóż... nie miałem daleko do domu więc wróciłem szybko. Wieczór jak co wieczór. Patrząc i obeserując to co się dzieje, coraz bardziej bojelę nad kondycją ludzkości (a przynajmniej polskiego homoświatka). Większość patrzy tylko na wymiary (czy broń boże nie masz brzucha), rozmiary (bo jak wiadomo "size matters") i zdjęcia (czy aby kryształowe zwierciadła w domu nie popękają). I tak latami szukają swoich ideałów, nie spoglądając w stronę pospolitej tłuszczy i plebsu (bo przecież po co jak się jest tak "zajebistym). Nie istotne co sobą prezentujesz ale jak się prezentujesz. Nie szanując innych stoją sobie na tych granitowych cokołach, niczym herosy odlane z brązu. Problem tylko w tym, że to najczęściej nie jest brąz, a jakiś tandetny stop skorodowany od środka, piedestał ledwo się trzyma a fundamentów jak nie było tak nie ma i się nie zanosi. A ja jednak wolę pomniki trwalsze od spiżu...
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||