Burzenie tworzenie istnienie
RSS
wtorek, 08 lipca 2014
Wdech - wydech

Po wielu różnych przygodach w końcu pewne sprawy się ustabilizowały. Jest własny kąt, jest stabilna (jak na razie) praca są stabilne podstawy na niestabilne czasy. Podstawowe potrzeby zaspokojone, oszczędności onegdaj skonsumowane odnowione. Jest fundament na którym można budować dalszą konstrukcję żywota człowieka (chyba) poczciwego. Przez różne kryzysy człowiek w życiu przechodził więc daję sobie radę od pierwszego do pierwszego za pensję będącą nieco poniżej średniej krajowej. Nie muszę mieć wszystkiego, daję sobie radę z tym co mam. Przyzwyczaiłem się.

Przy zaspokojonych podstawowych potrzebach człowiek ma ochotę na zaspokajanie kolejnych. I tutaj pojawia się problem. Przez zawodowe zawirowania i życiowe przejścia część znajomych została znajoma bardziej z definicji niż z rzeczywistej postawy. Ciężkie sytuacje są doskonałym sprawdzeniem tego, czy ktoś na prawdę jest ci bliski, czy tylko po prostu zwiększa sobie tobą liczbę znajomych na portalach społecznościowych (ewentualnie stanowisz obiekt którego znajomością można się pochwalić). Tak więc liczba znajomości zmniejszyła się. Trudno. Wdech - wydech i idzie się dalej. O życiu emocjonalnym nie piszę, nie ma o czym.

 

Nihil novi sub sole.

00:34, neubauten1
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 lipca 2013
Powtórka z "rozrywki"

Zdawać by się mogło że idzie ku lepszemu. Nowy rok, nowa praca, nowe perspektywy. O jakże ja naiwny byłem... Podziękowano mi za współpracę po okresie próbnym. Sposób w jaki mnie potraktowano przy tej okazji był na tyle nieelegancki że postanowiłem całą tę sytuację opisać i dać pod rozwagę odpowiednim jednostkom w firmie. Po miesiącu dostałem pisemne przeprosiny od dyrektora działu - moralne zwycięstwo.

Kolejny kryzysowy czas: ograniczenie wszelkich wydatków, spotkań ze znajomymi na mieście (bo to też są koszty), wegetacja. Przez te kilka miesięcy witalność zmalała do poziomu zera. Psychika, finanse, zdrowie na wyczerpaniu. Jakbym miał mało własnych problemów doszły jeszcze te w domu rodzinnym oraz przynoszone przez znajomych "do podzielenia się". Niepłatny etat "matki boskiej trosk słuchającej". Te kilka miesięcy kryzysu znów sprawdziły ludzi którymi się otaczałem. Wiem na kogo mogę na prawdę liczyć, a kim sobie głowy nie zawracać. Kolejny życiowy sprawdzian zaliczony choć pewnie nie ostatni. Wiem z kim mogłem szczerze o moich problemach porozmawiać a z kim tylko "pogadać" o drobiazgach które nic nie wnosiły do życia (a powodowały tylko frustrację i marnowały czas).

 

Kilka dni temu zadzwoniono do mnie z propozycją pracy, na stanowisku które mi odpowiadało. W końcu znów będę mógł podnieść się, stanąć na nogi, wyprostować. Wiele pracy, by powrócić do dawnej formy, przede mną. Będzie dobrze.

03:01, neubauten1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 lutego 2013
Największe ryzyko

Nie sądziłem że wśród białego pejzażu za oknem nagle w życie wkroczy nieoczekiwana zmiana aury. Ot niby kolejna wiadomość - pomyślałem widząc zmienioną ikonę w jednym z serwisów, sygnalizującą nadejście nowej wiadomości. Po przeczytaniu jej - totalne zaskoczenie. Nie dość że ktoś przeczytał, to jeszcze zrozumiał i upewnił się w swoich przypuszczeniach. Spotkaliśmy się. Mile spędzony wieczór, noc i poranek - pełen rozmów o zainteresowaniach, pasjach, świecie. I nagle kilka dni później gdzieś w głowie (a może to i dusza była?) pojawiła się tęsknota. Tęsknota za człowiekiem, za bliskością, za porozumieniem i szczerością. Wiosna przyszła za szybko tego roku. Tysiące myśli nie mające ujścia spowodowały niemały zamęt. Chodzę jak otępiały i staram się to przygasić a jednak ten "pożar" nadal się wznieca. I nagle, być może nieświadomie, druga strona dolewa oliwy do ognia. Sytuacja jak z "Dzikiej kaczki" Ibsena gdzie wracający z rautu ojciec czyta swojej głodnej córce menu z imprezy. A ty człowieku słuchaj i myśl że jesteś syty.

 

Ktoś uczony powiedział kiedyś że "największym ryzykiem jest kontakt z drugim człowiekiem. Bez stawiania zasieków i odwrotu". Może to stwierdzenie wydawać się dziwne ale jest ono uzasadnione.

23:53, neubauten1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 stycznia 2013
Czas przesadzania?

Po kilku miesiącach życiowej wegetacji w końcu znalazłem pracę. Znów inna branża ale przynajmniej mam większą możliwość wykorzystania mojej znajomości węgierskiego niż w poprzedniej. Sporo nowych rzeczy do nauki, sympatyczny zespół, dobra atmosfera i warunki - czyli jednak wyszło na plus. Może teraz mając w końcu pewną regularność w życiu inne sprawy się zaczną powoli (bądź też szybciej) układać? Chciałbym.

 

Czas płynie spokojnie w długie zimowe wieczory. Coraz częściej zauważam jak niezauważone mijają minuty, godziny, dni. Spokój jest tylko pozorny bo coraz częściej temat upływu czasu i związanych z tym konsekwencji jest poruszany na rodzinnych spotkaniach. Ostatnio w czasie wizyty u rodziców padło hasło: "pomyślcie co zrobić z domem". Dziwnie mi się zrobiło. Bardzo lubię dom i okolicę - choć życia na dłuższą metę tam sobie nie wyobrażam (bo przecież mieszkam już od dekady w zupełnie innym miejscu, mam swoje życie, znajomych...). A jednak ciągle gdzieś w sercu jest kawałek Polesia. Te laski, piaski i karaski nadal budzą ogromny sentyment. Ta cisza wieczorami, rozgwieżdżone niebo i zieloność na wyciągnięcie ręki nadal powodują radość w duszy.

 

Pojawiło się widmo zostania, jak kiedyś, wyrwanym z korzeniami, bez domu rodzinnego. Muszę się z taką ewentualnością oswoić.

01:00, neubauten1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 października 2012
Za chwilę dalszy ciąg...

Życie czasami jednak zaskakuje. Ani poztywnie, ani negatywnie - ot tak, po prostu na mocy swojej definicji. Krótki czas temu dostałem od znajomego z innego miasta sms powiadamiający mnie o śmierci jednego z moich dłużników. Zadzwoniłem, by dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. Po zakończonej rozmowie poczułem się dziwnie. Pojawił się "emocjonalny dysonans". Z jednej strony powinno pojawić się jakieś współczucie, żal za człowiekiem, pustka gdzieś we wnętrzu, a z drugiej strony całe jego życie, postępowanie wobec ludzi (nie tylko w stosunku do mnie ale ogólnie) powodują że jakoś łzy w kącikach oczu nie pojawiały się. Uczucia trochę wstrząśnięte i mieszane.

 

Tak samo jak poziom wód gruntowych jest niski, co spowodowało że w wielu miejscach w kraju wystąpiło ryzyko suszy, tak samo zawodowo - posucha i urodzaju spodziewać się nie należy. Kolejny miesiąc wysyłania CV i zapewnień potencjalnych chlebodawców że jestem osobą idealnie pasującą na to konkretne stanowisko nie przynosi wymiernych rezultatów. Niczym dobry horror, konto bankowe straszy swym stanem, nastrój i witalność już dawno osiągnęło ekstremum (i nie jest to bynajmniej maksimum). Codzienny dylemat: zadzwonią, czy nie zadzwonią? Starczy na chleb, czy nie starczy? Czuję się zawieszony, odstawiony na półkę  by pokryć się kurzem i popaść w niepamięć. W wiązku z zaistniałą sytuacją postanowiłem (po raz kolejny zresztą) ograniczyć do minimum wszelkie swoje aktywności. Czas przybrać formę przetrwalnikową i nie tracić niepotrzebnie energii, nie zaśmiecać świata hałasem nieprenumerowanych treści. Przytłaczający chaos w przestrzeni publicznej wymaga ograniczenia nadawanych treści. Po raz kolejny w życiu znów się okazało, że nadawany jest ten sam "kanał".

03:26, neubauten1
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43